Czy chorując na cukrzycę można w ogóle myśleć o wspinaczce górskiej i uprawiać ten sport na poważnie? Jeszcze kilkanaście lat temu takie pomysły można było... włożyć między bajki. A dzisiaj?

Coraz więcej dziedzin sportu otwiera swoje podwoje dla cukrzyków. Wiąże się to oczywiście z coraz lepszych dostępem do nowych metod terapii oraz postępem technologicznym, którego przykładem jest chociażby pompa insulinowa. Dlatego pomysł, aby cukrzycy wspinali się na sztucznych ścianach, skałkach, czy nawet w Tatrach lub Alpach, przestaje być abstrakcją. Jestem tego namacalnym przykładem. Swoją przygodę ze wspinaczką zaczynałem, gdy już chorowałem na cukrzycę. I choć lekko nie było, choroba nie przeszkodziła mi rozwijać swojej pasji.

Pierwsze przygotowania do wspinaczki

Wspinaczkę możemy uprawiać przez cały rok. W lecie eksplorujemy ściany naturalne, a kiedy pogoda nie dopisuje, przenosimy się na ścianki sztuczne, które są coraz bardziej popularne. Wybór pomiędzy ścianą naturalną a sztuczną nie wynika jednak jedynie z pogody, ale też stopnia zaawansowania. Ci, którzy chcieliby spróbować przygody ze wspinaczką, powinni zacząć właśnie od sztucznych ścian, na których jest wiele dróg wspinaczkowych o różnym stopniu trudności. Najważniejsze jest jednak to, że w tych miejscach czuwa fachowa obsługa, która pomoże nam zapoznać się z zasadami bezpiecznej wspinaczki, tak aby nam i naszym partnerom nic się nie stało. Wspinaczka, o czym nie zawsze pamiętamy, to sport zespołowy. Każdy musi zatem tak się do niej przygotować, aby – podkreślmy to jeszcze raz – nie narażać zarówno swojego życia, jak i swojego partnera. W przypadku diabetyków to przygotowanie ma wymiar szczególny, bo polega nie tylko na zgromadzeniu odpowiedniego ekwipunku (do tego tematu jeszcze wrócimy), ale również na przekazaniu wiedzy na temat cukrzycy. Nasz partner musi wiedzieć, jak należy zachować się chociażby przy niedocukrzeniu.

Zalety wspinaczki

poprawa koordynacji ruchów

lepsze samopoczucie

praca wszystkich mięśni

utrzymanie właściwej glikemii

utrzymywanie właściwej wagi

niesamowite przeżycia

poznawanie ciekawych miejsc

Gdzie i jak zacząć?

W przypadku profesjonalnych ścian sztucznych, zazwyczaj mierzymy się z wysokością w granicach ok. 10-20 m. Gdy chcielibyśmy naszą przygodę rozpocząć pod gołym niebem, warto udać się np. do przepięknej Jury Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie większość skał jest w miarę niskich, mierzących do 35 m. A jak wygląda zdobywanie szczytu? Ogólnie rzecz ujmując, osoba wspinająca się jest asekurowana z ziemi i może w razie jakichś problemów szybko zostać opuszczona na dół bez żadnych problemów. Czas pokonania ściany mierzącej ok. 20 m trwa zaledwie kilka minut. Asekuracja może odbywać się na dwa sposoby. Zaawansowani skałkowicze korzystają zazwyczaj z asekuracji od dołu, natomiast początkującym polecałbym asekurację górną, „na wędkę”. Stosując ją, można w każdej chwili zawisnąć na linie i po prostu odsapnąć przed dalszym odcinkiem drogi. Ta ostatnia uwaga będzie się odnosić przede wszystkim do osób, które mają dużą nadwagę. W ich przypadku zmęczenie przyjdzie znacznie szybciej, lecz nie oznacza to, że nie będą mogły zdobyć skałki. Przeciwnie. Choć może wolniej niż inni, na pewno dadzą radę. Zmaganie ze skałką będzie też doskonałym motywatorem do utrzymywania właściwej wagi i diety. Nie zapominajmy też, że wspinaczka oznacza duże obciążenia dla stawów w rękach i palcach, co w sposób szczególny odczują osoby z nadwagą, ale też amatorzy wielogodzinnego przesiadywania przed telewizorem lub komputerem. Takie osoby, aby uniknąć kontuzji i innych przykrych niespodzianek, nie mogą zapomnieć o rozgrzewce, nawet jeśli ścianka, przed którą stoją, to w ich mniemaniu bułka z masłem.

Ekwipunek diabetyka

Niezależnie od tego, czy wspinamy się w plenerze, czy na sztucznych ścianach, zawsze wiąże się to z dużym wydatkiem energii. Ryzyko niedocukrzenia jest więc spore, a ono samo bardziej niebezpieczne, niż na co dzień. Trening na sztucznej ścianie może kosztować nas około 600 kcal – nie jest to zatem wydatek energetyczny, którego nasz organizm „nie zauważy”. Wspinaczka wśród prawdziwych skał pochłonie jeszcze więcej, choćby wydawało się, że pokonujemy niewielką ściankę. Do wysiłku, jaki musimy włożyć podczas wspinania, dochodzi bowiem stres przed wysokością i trudnością drogi, jaką chcemy pokonać. Myślę, że więcej dowodów przedstawiać nie muszę, by uzasadnić jak bardzo koniecznym jest zabranie na ściankę czegoś do jedzenia i picia – na przykład dwa batony, słodki napój i wodę mineralną.

Wady wspinaczki

hipoglikemia – jeśli zaczynaliśmy wysiłek

ze zbyt niskim cukrem

otarcia ciała o skały, sztuczną ścianę lub linę

urazy po odpadnięciu od ściany lub złej rozgrzewce

ciasne buty do wspinaczki

nadwyrężenie stawów w palcach

osoby z nadwagą będą szybciej się męczyć

Test na wysokościach

Poziom cukru we krwi powinniśmy zbadać tuż przed wspinaczką. Pamiętajmy, by nie lekceważyć zarówno niskiego (co akurat oczywiste), jak i wysokiego poziomu glikemii. Ten drugi – wbrew obiegowej opinii – nie zmniejszy się dzięki ćwiczeniom, lecz może się nam jeszcze bardziej podnieść. Zasada jest taka sama, jak w przypadku jazdy na rowerze (o której pisałem w poprzednim wydaniu) – lekarze zalecają, by na starcie utrzymać poziom cukru we krwi na poziomie 160-180 mg/ml. Musimy jednak pamiętać jeszcze o jednej sprawie – sportom ekstremalnym towarzyszy zwykle podwyższony poziom adrenaliny, a to z kolei może podnieść poziom cukru we krwi. Dlatego właśnie powinniśmy go kontrolować częściej niż zwykle. A jak robić to wisząc na skale? Wbrew pozorom, nie jest to takie trudne. Najprostszy sposób jest jednocześnie najbardziej bezpieczny – wystarczy opuścić się na ziemię i to zrobić. Problem pojawia się, gdy wspinamy się na długich trasach, takich jakie są w Tatrach. Wtedy jedynym miejscem, gdzie możemy skontrolować nasz poziom cukru, jest tzw. stanowisko – wpięci w nie, mamy po prostu wolne ręce. W tej sytuacji trzeba jednak zachować dużą ostrożność, by glukometr nie wypadł nam z rąk. Łatwo sobie wyobrazić co z niego zostanie, gdy spadnie na dół. Częstotliwość pomiaru należy dostosować do trudności drogi. Ja badam średnio co godzinę.

Dla zaawansowanych

Wspinaczka na sztucznej ścianie lub w skałach jest przyjemna i w zasadzie może ją uprawiać prawie każdy. Inaczej jednak jest ze wspinaczką w Tatrach oraz wszelkich innych wyższych górach, do której trzeba się solidnie przygotować, nie tylko pod względem techniki, ale również kondycyjnie. Pamiętam mój pierwszy wyjazd w Tatry, podczas którego wprawdzie kładłem duży nacisk na bezpieczeństwo, zapominając jednak zupełnie o innej ważnej sprawie, jaką jest kondycja. Co ciekawe, nie zabrakło mi jej wcale podczas zdobywania ścianki, lecz... zanim się do niej dostałem. Do ścian w Tatrach trzeba po prostu dojść, a to kosztuje nas często o wiele więcej energii niż samo wspinanie. „Spacer” z plecakiem wypełnionym sprzętem, który może ważyć 15-20 kilogramów, może niektórym osobom sprawiać duży problem. Ilość energii, jakiej potrzeba do jednego dnia wspinaczki razem z podejściem do ściany jest o wiele większa, niż przy zdobywaniu skałek, pod które podjeżdża się samochodem i wynosi około 3500 kcal.

Niewątpliwie przygotowanie do tak ekstremalnej przygody musi być przemyślane – trzeba przewidzieć wszystkie możliwe warianty. W pierwszym rzędzie powinniśmy przejść kurs wspinaczkowy, który porządnie nas do tej przygody przygotuje. A przygoda jest naprawdę warta zachodu. Wspinaczka w Tatrach „na granicie” dostarcza niezapomnianych wrażeń – ściany o wiele wyższe niż w skałach, większa przestrzeń i piętrzące się góry, które „stoją tuż obok”, śledząc nasze zmagania – wszystko to stwarza naprawdę niesamowitą atmosferę. A świadomość, że zdobywamy szczyt, który nie jest dostępny dla zwykłych, choć zdrowych, turystów sprawia podwójną satysfakcję. Cukrzyk rządzi!