Dzieci są najbardziej wymagającymi użytkownikami systemów ciągłego monitoringu glikemii, a sprzęt nierzadko przechodzi prawdziwe tortury. Olga ma 5 lat i niewątpliwie wpisuje się w ten trend. Uderzenia, zahaczenia o futryny, wplątane włosy, wielogodzinne odmaczanie – można wymieniać w nieskończoność. Ulubionym sportem Olgi jest spanie na sensorze, więc nawet w nocy CGM nie ma łatwo. 

Użytkowaliśmy Dexcom G5 Mobile od tak dawna, że nawet nie było go jeszcze w polskiej dystrybucji. Był dla nas systemem prostym, niezawodnym i w zasadzie nie było w planach jego zmiany. Aż wpadł nam – nieprzypadkowo – w ręce Dexcom G6… Rewolucja? Zdecydowanie nie, ale dość zaawansowana ewolucja. Najlepszym potwierdzeniem tego faktu jest to, że… zapomnieliśmy o konieczności obsługi CGM.

Bezbolesna aplikacja Dexcom G6 zaskoczyła, tego się nie spodziewaliśmy. Aplikator obsługiwany jedną ręką to zdecydowanie krok w dobrym kierunku, choć razi ilość generowanych odpadów plastikowych. Na razie zbieramy, powstanie z nich jakaś forma artystyczna. Czas potrzebny na aplikację sensora znacznie uległ skróceniu, a wykorzystanie kodów QR skutecznie zapobiega pomyłkom. Wpięcie transmitera, dwa kliknięcia i gotowe. I rzeczywiście jest niski, a w bonusie – nie wplątują się długie włosy w transmiter.

Dwie godziny oczekiwania – to coś, o czym już dawno zapomnieliśmy przy Dexcom G5. Oczywiście to nie jest koniec świata, mamy jeszcze w odwodzie glukometr. Zaskoczenie przyszło dokładnie po 126 minutach. Pojawienie się odczytu bez wezwania do kalibracji to coś, na co z jednej strony bardzo czekaliśmy, a z drugiej – nie dowierzaliśmy. A jak nie dowierzaliśmy, to trzeba było sprawdzić: 138 w aplikacji Dexcom, 136 na glukometrze rozwiało wątpliwości. Jak się później okazało oba systemy działały równolegle przez ponad dwa tygodnie idąc niemalże łeb w łeb ze wskazaniami. Wykorzystanie kodu fabrycznej kalibracji i brak codziennej konieczności kalibrowania sensora to coś, co docenia się już po kilku dniach. Ale trzeba też mieć ograniczone zaufanie i na całkowity brak kontroli glukometrem chyba się nie odważymy. Olga w tym czasie miała założony sensor G5 na lewym ramieniu, wystartowany kilka dni wcześniej – zdecydowaliśmy się go pozostawić dla porównania. O dokładności fabrycznej kalibracji G6 może świadczyć fakt, że już po kilku dniach kalibrowaliśmy G5 w oparciu o… aktualne wskazanie G6. 

Największym znakiem zapytania było zachowanie systemu przy odczytach poniżej 80mg/dL. Dexcom G5 przyzwyczaił nas, że ze wskazywanej hipoglikemii wychodzi bardzo, bardzo powoli. Mimo docukrzenia odczyty i tak zahaczały o czerwone pole aby po 20-25 minutach powrócić do prawidłowego poziomu. Przy G6 reakcja jest znacznie szybsza, a wyprowadzenie z trendu spadkowego następuje po jednym-dwóch odczytach. Dexcom szczyci się czterominutowym opóźnieniem odczytów względem krwi – i coś w tym jest, zwłaszcza w dolnych zakresach. Porównując u Olgi do założonego G5 reakcja systemu G6 była o 2 lub 3 pomiary szybsza.

A wracając do ulubionego sportu Olgi, czyli spania na sensorze – tu pomiędzy systemami jest… przepaść. Dexcom G5 praktycznie nie wskazywał nic po ucisku – zaniżenie odczytów do poziomu NISKI odcinało nas od monitoringu. Ucieszyliśmy się, gdy pierwsza noc na G6 minęła bez ucisków. Tak nam się wtedy wydawało, ale po sprawdzeniu rano wykresu okazało się, że uciski były! Transmiter bardzo dobrze sobie z nimi poradził, największy spadek to zaledwie 30mg, a co najważniejsze mimo długotrwałego przygniecenia sensora było to wskazanie chwilowe. Najwyraźniej jest w transmiterze zaszyty jakiś algorytm reakcji na takie sytuacje, który koryguje wskazania.

Szumy zdarzały nam się na G5 rzadko i z reguły były oznaką kończącego się sensora. W odróżnieniu od innych użytkowników u Olgi wielogodzinne moczenie sensora i transmitera nie objawiało się szumami. Czasem wpadły krótkotrwałe po dużych wzrostach i spadkach glikemii. G6 wyeliminował nawet te sytuacje. W tej chwili szumy pojawiają się po ósmym dniu użytkowania i związane są wyłącznie z uciskiem sensora. To z czym transmiter wyśmienicie radzi sobie w początkowych dniach działania, pod koniec cyklu już wyłącza odczyty. Na szczęście na krótko – 15-20 minut i do tego niespecjalnie często.

10 dni działania? G5 spokojnie tyle wytrzymywał, żaden wyczyn – tak mówiliśmy. Ale stan plastra w jakim dożywał G5 do końca okresu użytkowania nijak się ma do stanu plastra G6. Przy nowych sensorach do samego końca czysty, przyklejony. Jeśli do tego jest zabezpieczony dodatkowym plastrem Dexcom Overpatch to do ostatnich minut na ciele wygląda jak nowy. Olga nie miała alergii na klej G5 i mamy nadzieję, że tak pozostanie przy G6. 

To wszystko złożyło się na to, że zapomnieliśmy o obsłudze systemu CGM. Autentycznie. Dziesiąty dzień działania zaskoczył nas komunikatem „zmień czujnik”, a poprzedzające go przypomnienia gdzieś nam umknęły. System bezobsługowy w trakcie noszenia wymaga jednak korzystania z kalendarza i zapisania przypominacza. Dobrze jest też pamiętać o dwugodzinnej przerwie w odczytach podczas rozgrzewania nowego sensora i rozplanować zmianę tak, aby nie kolidowała z grafikiem dnia – a o tym też zapomnieliśmy. Swoją drogą, czas pracy sensora powinien być liczony od pierwszego przekazanego odczytu, a nie od jego uruchomienia.

Dexcom G6 zostanie z nami. Przewaga zalet jest znaczna, wady opanujemy. Do rozgrzewania sensora można się przyzwyczaić:)