Pompa insulinowa bywa określana mianem „sztucznej trzustki”. To sugeruje, że jej działanie jest analogiczne do pracy tej prawdziwej. Niestety, jakkolwiek pompa jest krokiem milowym w terapii cukrzycy, daleko jej do sprawności naturalnego organu.

Bardzo często można usłyszeć takie zdanie: „jak kupię sobie pompę insulinową, to nie będę musiał/musiała już nic robić, prawda?”. Owo nicnierobienie w ustach diabetyka oznacza ni mniej, ni więcej, tylko zwolnienie z obowiązków pomiaru cukru oraz obliczania dawki insuliny. Niewdzięczna to rola przekreślić czyjeś marzenia i zawieść oczekiwania, ale niestety jest to nieprawda. Pompa, wbrew wyobrażeniom niektórych, sama nie mierzy cukru i nie dawkuje insuliny. Kiedy tłumaczymy te kwestie przyszłym adeptom sztuki intensywnej insulinoterapii za pomocą pompy, to słyszymy jęk zawodu: „po co w takim razie jest pompa, w czym mi pomoże i w czym jest lepsza od tradycyjnego podawania insuliny?”.

Od momentu wynalezienia insuliny postęp w leczeniu cukrzycy typu 1. przebiega dwutorowo. Z jednej strony dotyczy on ewolucji samej insuliny – od postaci zwierzęcej, poprzez insulinę ludzką, aż po nowoczesne analogi. Z drugiej, coraz lepszych metod podawania tego hormonu – od szklanych strzykawek i grubych igieł, poprzez plastikowe „insulinówki”, peny, aż po pompy insulinowe właśnie (te ostatnie też są zresztą coraz bardziej zaawansowane technologicznie). Mówiąc ogólnie, pompa insulinowa to najprecyzyjniejszy i dający pacjentom możliwość leczenia najbardziej imitującego naturalny rytm organizmu, system do podawania insuliny. Nie działa on jednak bez udziału człowieka. Co więcej, ten udział musi być znacznie większy niż przy innych rodzajach insulinoterapii.

Precyzja zdrowej trzustki

Ideałem jest zdrowy organizm, który doskonale radzi sobie z utrzymywaniem właściwego poziomu cukru we krwi. Jak on to robi? Niezauważalnie dla człowieka i bardzo precyzyjnie. Przez całą dobę trzustka (a raczej wysepki Langerhansa) wydziela minimalne ilości insuliny w systemie pulsacyjnym. Ten rodzaj wydzielania pokrywa nasze zapotrzebowanie bazowe. Tutaj pierwsza uwaga – insulina jest konieczna do życia niezależnie od ilości i jakości pożywienia. Nawet jeśli całą dobę pościmy, organizm i tak wydziela insulinę. Druga sytuacja, kiedy zdrowy organizm wydziela insulinę, wiąże się ze spożywaniem posiłków. Jak wiadomo (a przynajmniej powinno być wiadomo wszystkim diabetykom), jedzenie – w największym stopniu węglowodany, a pośrednio także białka i tłuszcze – podnosi poziom cukru we krwi. Insulina jest konieczna, aby utrzymywać ten poziom w normie. U diabetyków, z powodu jej braku (typ 1. cukrzycy) bądź niewłaściwego działania (typ 2.), poziom cukru we krwi jest wysoki. Stąd konieczność terapii, czy to środkami doustnymi, czy insuliną. Oczywiście najbardziej fascynujące i zagadkowe w zdrowym organizmie jest to, skąd on wie, ile tej insuliny należy wypuścić, kiedy i co jaki czas? Trzeba jednak pamiętać, że zdrowy organizm z równą precyzją co insulinę wydziela hormon do niej przeciwstawny, czyli glukagon. To równowaga tych dwóch hormonów sprawia, że u osoby zdrowej poziom cukru we krwi pozostaje w normie.

Dosięgnąć ideału

Pompa insulinowa naśladuje pracę trzustki. Stosując pompę korzystamy z jednego tylko typu insuliny – mianowicie analogu krótkodziałającego. Ten analog jest podawany na dwa sposoby. Najpierw ustawia się bazę, czyli tak programuje pompę, aby przez całą dobę wydzielała do krwiobiegu niewielkie ilości insuliny. Naśladując pracę trzustki pompa co trzy minuty uwalnia mikroskopijne ilości hormonu, zabezpieczając w ten sposób zapotrzebowanie podstawowe. W języku pompiarzy jest to baza, do której analogiczne funkcje pełni insulina długodziałająca, w przypadku osób leczonych za pomocą wielokrotnych wstrzyknięć. To pierwsza właściwość pompy. Drugą są tzw. bolusy.

Kiedy pompiarz zjada posiłek, podobnie jak jego koledzy „na penach” oblicza ilość wymienników, i w zależności od cukru wyjściowego oraz wielkości i jakości posiłku podaje insulinę. W tym celu wyciąga pompę, programuje ją na odpowiednią liczbę jednostek, potwierdza przyciskiem OK, i... gotowe. Dla osób, dla których problemem jest samo ukłucie, terapia pompą ma ten plus, że tych ukłuć jest zdecydowanie mniej. Wkłucie od pompy jest zmieniane średnio raz na 3–5 dni.W porównaniu z intensywną insulinoterpią, kiedy tych ukłuć jest około pięciu na dobę, faktycznie redukuje to liczbę nieprzyjemnych zastrzyków. Czy to już wszystkie atuty pompy? Zdecydowanie jest ich więcej!

Bolus przedłużony

Okazuje się, że insulina jest potrzebna nie tylko wówczas, gdy spożywamy węglowodany, ale także w przypadku posiłków białkowo-tłuszczowych. Z tą różnicą, że węglowodany, nawet te złożone, trawione są relatywnie szybciej niż białko oraz najbardziej oporny na enzymy organizmu tłuszcz. Niemniej jednak, chcąc zapanować nad glikemią, trzeba brać pod uwagę wszystkie składniki pokarmowe. To w związku z terapią pompą insulinową zostało wprowadzone pojęcie wymiennika białkowo-tłuszczowego (WBT). Jeden WBT to taka ilość pożywienia białkowego bądź tłuszczowego, która dostarcza organizmowi 100 kcal. W zależności od rodzaju białek i tłuszczu, z których te 100 kcal pochodzi, inny czas jest potrzebny do jego strawienia. Innymi słowy, mięso drobiowe wchłania się szybciej niż karkówka, a ser biały szybciej niż ser żółty. Pompy insulinowe mają specjalną funkcję, która pozwala zabezpieczyć glikemię przed nadmiernym wzrostem po spożyciu białka i tłuszczów.

Ta funkcja to bolus przedłużony. Polega on na tym, że dana ilość insuliny nie jest dawkowana jednorazowo, ale w określonym czasie. Np. bierzemy sześć jednostek insuliny przez trzy godziny (pompa sama dzieli tę ilość przez czas, a następnie w regularnych odstępach wypuszcza poszczególne części). Mając możliwość ustawiania dawkowania w czasie jesteśmy w stanie dostosować profil działania insuliny do profilu wzrostu glikemii po posiłku białkowo-tłuszczowym.

Weźmy na przykład pizzę, której diabetycy zbyt często nie powinni jeść, ale od czasu do czasu zdarza się to przecież każdemu. Oprócz węglowodanów (ciasto) zawiera ona spore ilości tłuszczu (ser żółty). Ciasto podniesie nam poziom cukru szybko, ser bardzo powoli. Jeśli mamy do dyspozycji tylko wstrzykiwacz, wówczas optymalnie jest wziąć część insuliny, która zbije nam węglowodany, a np. za 3–4 godziny po jedzeniu przyjąć drugą część, która poradzi sobie z tłuszczem. Czekają nas zatem co najmniej dwa ukłucia. Gdy mamy pompę, po prostu decydujemy się na kombinację bolusów: prostego i przedłużonego. Częścią insuliny zabezpieczamy te składniki pizzy, które wchłaniają się szybko (ciasto), a częścią te, które wchłaniają się powoli (ser żółty) – wszystko to się dzieje za pomocą kilku przycisków pompy.

Indywidualne dopasowanie

Wróćmy jeszcze do kwestii bazy. Czym się różni baza podawana przez pompę od insulin bazowych? Wśród długodziałających insulin bazowych wyróżniamy preparaty bezszczytowe i te, które wykazują szczyt działania mniej więcej po sześciu godzinach od wstrzyknięcia. I jedna, i druga właściwość bywa dość problematyczna dla diabetyków. Insulina, która ma szczyt działania, często powoduje niedocukrzenia nocne. Ta, która działa „płasko”, niekiedy nie radzi sobie z porannym wzrostem glikemii, jaki ma miejsce około godziny trzeciej w nocy. Korzystanie z pompy niweluje obydwa te problemy. Wydzielanie insuliny w pompie programowane jest na każdą godzinę w ciągu doby. Pompa to taki komputer, który można zaprogramować w ten sposób, że np. od godz. 12 do 3 w nocy podaje 0,6 jednostki, ale już między 4 a 8 rano po 0,9 jednostki na każdą godzinę. Innymi słowy, jeśli wiemy, kiedy nasze cukry mają tendencje spadkowe, a kiedy zwyżkowe, wówczas tak dobieramy przepływ godzinowy, aby glikemia była jak najbardziej „płaska” (bez niedocukrzeń i przecukrzeń). Z tego powodu pompy rekomendowane są tym osobom, które miewają problemy z cukrem porannym, czy to z powodu tzw. zjawiska brzasku (wzrost cukru pod wpływem wydzielania się hormonu wzrostu), czy to z powodu nocnych niedocukrzeń. Bez wątpienia będąc „na pompie” łatwiej jest osiągnąć dobry poziom cukrów porannych.

Podsumowując zalety pompy – za najważniejszą jej cechę uznać należy bardzo dużą precyzję w dawkowaniu insuliny, możliwość bardzo indywidualnego ustawienia przepływów bazowych, możność podawania bolusów przedłużonych na posiłki z dużą ilością tłuszczu i białka. No i oczywiście tę zaletę, że dzięki pompie zmniejszamy liczbę zastrzyków.

Niestety, mówiąc bardzo metaforycznie, jazda na hulajnodze to znacznie łatwiejsze zadanie, niż prowadzenie chociażby samochodu ciężarowego. Pompa jest o wiele bardziej skomplikowanym czy też raczej zaawansowanym technologicznie urządzeniem niż wstrzykiwacze. Dlatego terapia za jej pomocą wymaga zdyscyplinowanych i dobrze wyedukowanych pacjentów. To, że zainwestujecie Państwo w pompę insulinową, nie zwolni Was ani z myślenia cukrzycy – o tym jak zaprogramować przepływ insuliny, kiedy zbadać cukier oraz jak zabezpieczyć się przed niedocukrzeniem (zmniejszając bazę czy zjadając dodatkową porcję węglowodanów?), ani z obowiązków z nią związanych – takich jak pomiary glikemii czy obliczanie dawek insuliny. Co więcej, korzystania z pompy trzeba się nauczyć doskonaląc umiejętności dawkowania insuliny posiłkowej, ustawiania bazy, szacowania jedzenia pod kątem zawartych w nim wymienników węglowodanowych czy białkowo tłuszczowych, co sprawia nieco kłopotów, szczególnie w początkowej fazie terapii. Ale nagrodą za ten trud będzie sprawne posługiwanie się narzędziem, które fachowo wykorzystane, będzie działać bardzo podobnie jak prawdziwa trzustka.